Dzisiejszy post poświęcony będzie, jak sam tytuł sugeruje, kosmetykom do makijażu. Nie dowiecie się z niego o trikach makijażowych, bo nie znam takich, a nawet jeśli, to są one tak powszechne, że nie ma sensu o nich tutaj wspominać. Przedstawię Wam natomiast moich ulubieńców, z którymi zakumplowana jestem od miesięcy, a nawet lat!

Ja w ogóle tak trochę mam z kosmetykami, że jak już coś mi „siądzie”, to kupuję stale i nie łatwo namówić mnie na jakiś inny produkt..chyba, że ten ulubiony znika z półek sklepowych na zawsze i jestem zmuszona szukać zamiennika. A tak, niestety, bywa bardzo często, albo po prostu ja mam pecha! 
Już na pierwszy rzut oka widać, że nie są to kosmetyki wyszukane, z wysokich półek cenowych, czy trudno dostępne. Produktów do makijażu mam stosunkowo niewiele, ograniczam się raczej do tych podstawowych, a na hasło „nowość” nie biegnę do drogerii, gdyż mam już swoje sprawdzone pewniaki, które spełniają moje oczekiwania. 

Nie jestem freakiem makijażowym. Mimo zdolności manualnych, moja kreska (jaskółka?) pozostawia wiele do życzenia, więc postanowiłam ją sobie odpuścić. Makijaż w moim wykonaniu, jest ,określiłabym to, bezpieczny, nienachalny. Ani nie budzi zachwytu, myślę, ani też nie razi po oczach i nie obnaża braku umiejętności mejkapowych. Dzienny make up niewiele różni się od wieczorowego. Maluję się niemal identycznie, przy wieczornym może troszkę dłużej/bardziej skupiając się na oczach. Co to znaczy? Mocniejsze cienie (smoke eyes, powiedzmy:P) + zaznaczenie linii wodnej czarną kredką. Nie mam też problemu, żeby wyjść z domu saute. Aleee, jak już wyjdę, to wolałabym jednak przejść niezauważona:PP W końcu okres, kiedy po nałożeniu kremu Nivea twarz wygląda super i można iść na randkę, minął bezpowrotnie..;/

Twarz (podkład, bronzer, itp.)

Wśród produktów, które zasłużyły u mnie na miano ulubionych, trochę przypadkiem,  znalazł się jednak  jeden Świeżak (nie ten z biedronki, oczywiście;). Mowa o podkładzie Bourjois Heathy Mix. Właśnie kilka dni temu, wycisnęłam ostatnią pompkę produktu, więc pobiegłam po kolejny. Na miejscu, w sklepie, okazało się, że buteleczka wygląda nieco inaczej niż dotychczas, ale uznałam, że wyłącznie na opakowaniu zatrzymały się jego zmiany, więc kupiłam go bez głębszej  analizy. W domu dopiero dotarło do mnie, że producenci poszli chyba o krok dalej niż tylko zmiana opakowania…I trochę, może na wyrost, zapieniłam się ze złości. Kolejny produkt, do którego nie miałam zastrzeżeń, zmieniono-pomyślałam. Po tych kilku dniach z ulgą stwierdzam, że to nadal mój ulubiony podkład;) Zmiany? Jeśli są, to niewielkie. Może trochę słabsze krycie? Podsumowując, „nowa formuła” Bourjois H.M. to dla mnie-nowe opakowanie. Na szczęście:)!  Używam go niezmiennie od trzech lat. A za co uwielbiam? Za lekkość, zapach, mokre wykończenie, naturalne rozświetlenie, świeżość. Wyrównuje koloryt skóry. Zapewnia lekkie krycie, ale o takie właśnie mi chodzi. Nie lubię ciężkich czy tępych podkładów. U mnie się nie sprawdzają. Osławiony Double Wear od Estee Lauder też okazał się w moim przypadku niewypałem. 

Pozwólcie, że nie będę opisywała wszystkich produktów po kolei. Myślę, że większa część z nich jest Wam dobrze znana, a dokładne recenzje można przeczytać w necie. Ale o „czekoladce” z Bourjois (puder brązujący) muszę Wam wspomnieć. Jest ze mną od 10 lat!! Nawet jeśli przez ostatnie 3 lata ustąpiła nieco miejsca bronzerowi Bahama Mama, to zawsze znajdzie się dla niej kawałek przestrzeni w mojej kosmetyczce. Taka jestem sentymentalna..;)

Te z Was, które lubują się kosmetykach, zauważyły pewnie, że wśród wymienionych przeze mnie pozycji kosmetycznych nie ma bazy pod podkład. A no, nie ma. Tak wyszło. Miałam przyjemność kiedyś używać, ale jakoś nie widzę różnicy. I odpuściłam sobie. A może po prostu nie miałam nigdy dobrej bazy? Chcecie mi coś polecić? Śmiało! Za to puder transparentny, to MOJE (bo Wy wszystkie wiecie to zapewne od dawna) stosunkowo nowe odkrycie:)) Ten, Bourjois Silk Edition Touch-up,  jest ze mną od roku. To mój pierwszy puder transparentny i od razu wstrzelił się w moje gusta, więc czuję, że zostanie ze mną na dłużej. A dlaczego odkrycie? Zawsze unikałam wszelakich pudrów/produktów w kamieniu. Bałam się, że przy moich umiejętnościach, narobię sobie nimi więcej złego, a z twarzy będzie mi się sypał proszek;)) Przyszedł czas, że dojrzałam do tego, aleeee tylko TEGO jednego! Po jego nałożeniu, często słyszę, że mam ładną twarz, więc śmiało mogę Wam polecić;) I nic się nie sypie:P

 Podkład Bourjois Healthy Mix (beige fonce, nr 55)
Bronzer Bahama Mama opcjonalnie z pudrem brązującym Bourjois (nr 52)
Puder transparentny Bourjois Silk Edition Touch-up
Rozświetlacz Mary-Lou Manizer
Korektor L’oreal True Match (nr 2 wanilla)

Oczy

Jak tusz do rzęs, to tylko L’oreal. Volume Million Lashes jest jednym z ulubionych. U mnie się sprawdza, choć wiem, że przy zrobionych/doklejanych rzęsach każdy tusz wypada blado. Na „doczepiane firanki” się jeszcze nie skusiłam, ale nie mówię NIE;)
Lubię podkreślone brwi. Stanowią one taką ramę dla oka. I mimo, że kosmetyków do ich zaznaczenia/malowania jest mnóstwo,  ja konsekwentnie od lat używam tej henny z Verona, kupionej za grosze. Jeśli chodzi o cienie, to u mnie znjadziecie tylko matowe. Te ze zdjęć, to moje jedyne. Z wyboru, oczywiście:) Inglot, poprzedzony jeszcze bazą pod cienie, naprawdę daje radę. Jeśli lubicie „bawić się” przy oku, a Wasza praca po kilku godzinach schodzi z powieki, sięgnijcie po tę bazę. Dzięki niej makijaż oka utrzyma się znacznie dłużej.

Tusz do rzęs L’oreal Volume Million Lashes
Baza pod cienie Inglot
Cienie do powiek Inglot
Henna do brwi w kremie Verona (brązowa)

 Usta

Jeśli chodzi o usta, to najlepiej czuję się w kolorach zbliżonych do mojego naturalnego. Miałam epizod z soczystą czerwienią, ale moje usta wyglądały w niej jak nie moje. Jakby mniejsze? Od dłuższego czasu używam matowych pomadek (i znów Bourjois…, oraz Golden Rose), jak łatwo zauważyć kolorystycznie bardzo do siebie zbliżonych, a jeśli usta mam w gorszej kondycji, to obrysowuję je tylko konturówką z Inglot (moja ulubiona i jedyna w kosmetyczce!) i nakładam pielęgnacyjny balsam z lekkim połyskiem. Zdarzyło mi się usłyszeć: „świetny kolor szminki, co to?” No to TO właśnie: balsam do ust Nivea arbuzowy plus konturówka Inglot nr 74🙂

Konturówka Inglot (nr 74)
Pomadka pielęgnacyjna Nivea (Fruity Shine, watermelon)
Matowa pomadka w błyszczyku Bourjois Rouge Edition Velvet
(nr 07 Nude)
Matowa pomadka w kredce Golden Rose (nr 10)
Matowa pomadka w kredce Golden Rose (nr 13)

Pędzle

Zanim przerzuciłam się na pędzel, podkład rozprowadzałam palcami. Dziś nie potrafię. Serio! Mój Hakuro H50 do nakładania podkładu, po dwóch latach użytkowania, nadawał się do kosza (po x myciu wyszło z niego włosie). Zanim dotarł do mnie nowy, musiałam chwilowo przerzucić się na palce właśnie. Różnica ogromna. Kto spróbował, ten wie o czym mówię. A kto jeszcze nie, gorąco zachęcam. Efekt dużo lepszy! Podobnie jest ponoć z beauty blenderem, którego osobiście nie testowałam. Mam tylko 4 pędzle, których stale używam. Oto one…

Hakuro H50 do nakładania podkładu
Hakuro H24 do bronzera i rozświetlacza
Hakuro H76 do aplikacji cieni
Inglot 8OHP do blendowania cieni

I co? Szału nie ma:) Szału też nie obiecałam. Jest skromnie, ale jest wszystko, czego potrzebuję. Lubię mieć porządek nie tylko w szafie, ale i w kosmetyczce. Dlatego na produkty, które miałyby się kurzyć, u mnie miejsca nie ma. Jeśli coś okazuje się niewypałem, oddaję Mamie lub koleżance, albo ląduje w koszu. Zdecydowanie prędzej głowę tracę w sklepach z odzieżą czy obuwiem, w kosmetycznych zaś odzywa się rozsądek:P A jak jest u Was? Macie większą toaletkę niż garderobę? Wchodzicie do sklepu po tusz, a wychodzicie z zapasem na cały rok? Czy, tak jak ja, ograniczacie się do minimum, bo i minimalne są Wasze kosmetyczne potrzeby? Dajcie znać!

Podobało Ci się? Podziel się z innymi albo skomentuj poniżej

3 komentarze

  1. Mój makijaż to poobny minimaizm…(bez bazy,) podkład, pomada do brwi, tusz do rzęs , kreska na oku i róż na policzkach ( tak, ostatnio zastąpiłam bronzer różem, efekt na jesien i zime naprawde fajny – i nakładam pod koc policzkową żeby nie było!) ..cieni nie uzywam – nie potrafię! Ale musze Ci coś polecić. Moje odkrycie zeszłego miesiąca. Do tej pory tak jak u ciebie jak tusz to tylko i wyłacznie Loreal Milion….a teraz tylko i wyłacznie, już na zawsze, dozgonnie i bez zdrad….Loreal Paradise. Nooo to co on potrafi zrobic z okiem, to nawet brak pozostałych kosmetyków na twarzy nikt by nie zauważył 😉

    • Kasia Odpowiedz

      Dzięki Aga za polecenie tuszu. Skoro to L’oreal, to nie trzeba mnie długo namawiać, zwłaszcza, że mój już się kończy. Ciekawe, co zrobi z moim okiem;) Pozdrawiam:)

  2. Kasiu również używam pędzla Hakuro jest świetny! 😉 Jeśli chodzi o bronzer i rozświetlacz The Balm są to dla mnie „must have” ;-P

Napisz komentarz