Na dzisiaj zebrałam dla Was moje zakupy z ostatnich trzech miesięcy z kategorii obuwie. My, kobiety, słyniemy z zamiłowania do butów i torebek, więc mam nadzieję, że wpis będzie dla Was interesujący, a może nawet inspirujący:) No to co? Lecimy:)

Na pierwszy ogień idą espadryle. Wdarły się do naszych szaf kilka sezonów temu i cały czas chętnie po nie sięgamy. Dlaczego? Bo:

  • są lekkie i typowo letnie
  • są wygodne
  • pasują niemal do wszystkiego (zarówno do długich dżinsów, szortów, zwiewnych sukienek o każdej długości)
  • szeroki wybór na rynku, co zwiększa szansę, że któryś z modeli wpisze się w nasze gusta

Te, które nabyłam ostatnio, Tory Burch, są niesamowicie zgrabne i jeansowe (w połączeniu z granatową skórą naturalną), co w moim przypadku gwarantuje, że będę po nie często sięgać. Pasują do wielu rzeczy w mojej szafie. Zapięcie na wysokości kostki, którego zwykle unikam, by nie skrócić sobie optycznie nogi, w tym przypadku kompletnie nie zniechęciło mnie do zakupu.

Jeśli przymierzacie się do nabycia espadryli, bądź też macie takie w swojej kolekcji, po które często nie sięgacie, bo wcale nie są tak wygodne jak piszę, to z czystym sumieniem polecam Wam Tomsy. Wybór kolorystyczny dość duży, buty same w sobie baaaardzo wygodne i trwałe, a dodatkowo kupując parę takich „cichobiegów”, wspieracie akcję „one for one”, czyli jedna para dla Ciebie, druga dla potrzebującego. Takie buty z misją:) Żeby tego było mało, Tomsy są w 100% ekologiczne! Same ochy i achy, ale uzasadnione, a ich cena nie zwala z nóg, wiec warto! Moje jeansowe Tomsy, przeszły ze mną trzy sezony i mimo, ze cieszę się z nowych, sięgam po nie bardzo często i nadal są w świetnym stanie (na potwierdzenie wrzucam Wam focię).

Mokasyny Zara

Ten rodzaj buta darzę sympatią, bardzo lubię stylizacje z mokasynami…ale u innych:) Pierwsze w życiu mokasyny nabyłam dopiero około roku temu. Takie klasyczne, czarne lakierki. Pomyślałam – będą do wszystkiego. Wyciągam je co jakiś czas z pudełka i pytam samą siebie „ ale do czego??” i wkładam z powrotem. O co chodzi? Nie o to, że nie wiem z czym je nosić, a problem tkwi w tym, że one nie do końca pasują do mojej garderoby, czyli do mnie?;) Postanowiłam temu fasonowi dać jeszcze jedna szansę, kiedy to w Zarze on line (teraz już rownież stacjonarnie) przykuły moją uwagę te właśnie mokasynki. Mięciutkie (przeciwnie do tych wcześniej opisanych lakierkowych), z zamszowej skóry, w pięknym piaskowym kolorze, z ozdobnymi chwostami. Kolor neutralny, do opalonej nóżki w lecie – przekonywałam samą siebie. Do tego są urocze, są zgrabne, wygodne i co najważniejsze, jakoś zgrały się z moją szafą:) Popylam w nich sobie na co dzień. A co mogę o nich złego powiedzieć po dwóch miesiącach? Jest duża szansa, że będą to jednosezonówki, ponieważ przy czubku buta, ta delikatna zamszowa skóra, ma kontakt z podłogą, wiec nie ciężko przewidzieć jak to może się skończyć. Ale jako ciekawostkę, powiem Wam, że Zara nie robi problemu z reklamacją i często bez słowa zwracają pieniądze (za okazaniem paragonu, oczywiście i przed upływem 2 lat od daty zakupu).

Czarne, klasyczne szpilki (czółenka). Tutaj nie ma się co rozpisywać. But raczej obowiązkowy. Jeśli nie na 10-centymetrowej szpilce, to na niższym obcasie. Na dzień dzisiejszy dla mnie to rodzaj obuwia, po które sięgam okazjonalnie, ale jednak. Mój wybór padł na zamszowe szpilki z Topshop, model Gallery. Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne. Ładnie wyprofilowane, miękko wyścielone. W zeszłą sobotę miały swój debiut i nie zawiodły. Takie buty pasują do wielu stylizacji. U mnie pewnie najczęściej będą występować w zestawie z jeansami. A Wy macie jakiś ulubiony model szpilek? Podzielcie się, bo chętnie zaopatrzyłabym się jeszcze w inny kolor (czerwony lub szary). 

Ostatnie trzy pary, to buty sportowe-zdecydowanie przeze mnie ulubione, a co za tym idzie, najczęściej noszone. Na co dzień, na szczęście, nikt nie wymaga ode mnie określonego dress code-u, jedynie styl życia go zweryfikował, a ten właśnie bardzo lubię. Na luzaka. Może nie zawsze efektownie, ale komfortowo i zdrowo:)

Tommy Jeans Retro Flag– te buty już znacie. Prezentowałam je tutaj  ze sportowym płaszczem tej samej marki w jednym z ostatnich postów. Nawiązują do lat 90-tych. Są lekkie, ze skóry naturalnej, białe, wiec pasują do wielu rzeczy. Podbijają najprostszą stylizację. Bardzo je lubię. Nie wrzucam aktualnej fotki, bo sznurówki są już tylko „prawie” tak śnieżnobiałe jak w lutym, kiedy je zakupiłam, więc bardziej nadają się do prania niż „pozowania”;) 

Miesiąc temu Adidas wypuścił nowy model: Deerupt Runner. Musiałam je sprawdzić na własnych nogach i okazały się idealnym wyborem. To są dopiero lekkie buty! Takie skarpetki z podeszwą. Nawet skarpetki-kabaretki;) Są słitaśne.

Może nie każde oko je polubi, ale stopa każda-gwarantuję;) Z drugiej strony, jeśli coś wizualnie nie jest w naszym guście, nie chcemy tego próbować. Ale przewrotnie miałam taką sytuacje właśnie przy ostatnich bohaterach tego posta. To są dopiero „brzydale”:) O jakim modelu mowa? Fila Disruptor. Występują w różnych wersjach kolorystycznych. Największą popularnością cieszą się właśnie białe (tak, tak, te paskudy są hiciorem sezonu) i wcale się nie dziwię, sama wybierając uniwersalną biel. Przymierzam się jeszcze do czarnych lakierowanych na sezon jesień/zima, ale póki co zostańmy przy lecie;)

 

I to już wszystko na dziś;) Pewnie zabraknie Wam tutaj typowo letnich butów, takich jak  sandałki czy klapki, ale raczej nie planuję zakupu nowych, bo te z zeszłego lata w zupełności mi wystarczą. Wszystkie modele, które dziś zaprezentowałam, są dostępne (jedynie Fila coraz trudniej dostać) jeśli nie stacjonarnie, to on line. W razie pytań dotyczących rozmiarówki itp. służę pomocą;)

Podobało Ci się? Podziel się z innymi albo skomentuj poniżej

2 komentarze

Napisz komentarz